|
Ślub |
Futra |
Skóry |
Buty |
Uroda |
WEDDING | FURS | LEATHER | SHOES | BEAUTY | |
| Bielizna |
Dżins |
Textil |
Sklep |
Akademia
| UNDERWEAR | JEANS | MEMBERS | KSIĄŻKI | KURSY |
| textil.com.pl | Trendy | Pokazy | Nowe technologie | Ludzie branży | Targi | Rynek | Artykuły - Publikacje |
Natalia Jaroszewska
Nie ma kobiety, nie ma sukienki

Natalia Jaroszewska jest jedną z najlepiej rozpoznawalnych projektantek mody młodego pokolenia, ubiera największe polskie gwiazdy, jej kreacje ukazują się we wszystkich magazynach modowych. W ubiegłym roku napisała książkę „Chłopczyce, uwodzicielki, damy. Polska moda międzywojnia", która została wydana przy współpracy Muzeum Historii Polski.
Jesteś współczesną projektantką, o silnej pozycji na rynku. Napisałaś niedawno książkę o kobietach dwudziestolecia i ta epoka bardzo silnie wpłynęła na twoje kolekcje. Jakie związki widzisz między modą początku XX wieku i początku XXI wieku?
Moda początku XX wieku wyznaczona jest jeszcze przez estetykę Belle Epoque. Dwudziestolecie natomiast jest już dużym krokiem ku współczesności. Istotą dwudziestolecia jest afirmacja życia. Moda tego okresu to nie tylko prawa wyborcze dla kobiet i walka sufrażystek. To kolosalny pęd i radość życia, wyrażona w modzie. W rodzącym się dynamizmie lat 20. i 30. znajduję analogię do współczesnych czasów. Poza tym, właśnie na początku wieku, w okresie fin de siecle powstały współczesne prądy nihilistyczne, wyrażone np. w postawie bohemy. Od pewnego czasu obserwujemy powrót tych poglądów, wyrażonych np. w zaprzeczaniu tradycyjnym kanonom piękna, w modzie lat 90., zdominowanych przez antymodę, antyurodę modelek, ich podkrążone oczy, wystające żebra itd. Tych analogii jest cała masa.





Każda dekada XX wieku wiąże się z określonym typem kobiecości, który wyznaczany jest najczęściej przez wizerunek znanych aktorek. W latach 20. była to Theda Bara, w latach 30. - Jean Harlow, latach 40. - Marlene Dietrich, a w latach 50. - Marylin Monroe. Czy współcześnie również występują ikony mody?
Oczywiście! Może to trywialny przykład, ale ikoną naszych czasów jest Kate Moss, która doskonale odzwierciedla współczesny wizerunek kobiety: jest nonszalancka, pewna swojej pozycji, a jednocześnie poszukuje kobiecości i jest matką. To dzięki niej zapanowała moda na chude modelki. Pytam o ikony mody, ponieważ istnieje pogląd, że współcześnie nie ma już jednego obowiązującego wizerunku, który określony jest przez różnorodność.
Nie zgadzam się z tym. Owszem, żyjemy w czasach, w których otaczamy się różnorodnymi wizerunkami, ale dokładnie to samo było w latach 20.! Ikony stylu polskiego dwudziestolecia to jednocześnie Ordonka, Smosarska, Pola Negri. To były gwiazdy o równorzędnej pozycji, ale każda z nich miała inny styl. Modę trudno jest zunifikować, więc poszukujemy szablonów, dzięki którym łatwiej nam poruszać się w jej świecie. Tymczasem on zawsze grał na niuansach. Rzeczywiście, duch naszych czasów wyznaczony jest przez dowolność. Z jednej strony mamy nienormalny pęd ku młodości, ale z drugiej - styl glamour, który jest ekskluzywny i wyraża pozycję społeczną. Kolejną opcją jest minimalizm, intelektualny nurt w modzie, który pojawił się w latach 40. i 50. Nie ma jednej roli, w którą można by wpisać współczesną kobietę.
Pracujesz z czołowymi polskimi gwiazdami. Kto jest dla ciebie polską ikoną mody?
Myślę, że ikoną stała się Joasia Brodzik, która swoimi dokonaniami całkowicie zdobyła rynek i serca mas. O jej mocnej pozycji świadczy chociażby to, że po porodzie całkowicie zdystansowała się do świata mass mediów, a mimo to jest nadal rozchwytywana. Współczesnymi polskimi ikonami są także Małgorzata Kożuchowska i Magda Cielecka.
Wykonujesz dla gwiazd indywidualne projekty. To sytuacja, w której spotykają się dwie „marki": Natalia Jaroszewska i jej wyrazisty styl oraz określony wizerunek sławy, która musi go podkreślić i wyrazić. W jaki sposób pracujesz nad indywidualnymi projektami?
Najważniejsza jest dla mnie osobowość i indywidualne upodobania kobiety, dla której projektuję. Nie jestem projektantem, który proponuje każdemu falbanki, bo akurat teraz są modne. Sławne osoby, które zakładają moje sukienki, muszą czuć się w nich dobrze. One zresztą same wybierają wzory. Proces twórczy jest oparty na rozmowie. Dzięki porozumieniu między mną a moją klientką oprócz rewelacyjnego wizerunku powstają również cenne przyjaźnie. Dzięki temu nie zaliczyłam jeszcze żadnej wpadki z gwiazdą. Ostatnio pracowałam z Natalią Przybysz, która zgłosiła się do mnie przed wydaniem najnowszej płyty, chcąc zerwać z wizerunkiem hip-hopowym. Było to bardzo poważne zadanie, a efektem tej współpracy jest to, że Natalia została zaliczona przez „Elle" do najlepiej ubranych Polek, właśnie za kobiecy wygląd.
Mówisz o całkowitej kreacji kobiecego wizerunku. A co dzieje się w sytuacji, gdy nie zgadzasz się ze swoją klientką? Wypracowujesz kompromis? Czy też gwiazdy przychodzą do ciebie w poszukiwaniu określonego stylu?
Do mnie już nie przychodzą osoby przypadkowe. Przylgnęło do mnie hasło: „200 procent kobiecości". To mnie bardzo cieszy, bo kobiecość jest obecna w każdej mojej kolekcji, a gwiazdy właśnie tego oczekują po mojej pracy. Rezultaty mojej pracy nigdy nie są kompromisem, projektant musi mieć niezwykle wyczuloną intuicję i zrozumienie drugiego człowieka. Tworzenie jest dla mnie odkrywaniem. Wiem, że mój styl jest stały, ale na pewno nie jest jednorodny. Powtarzanie utartych schematów czy modeli to zatrzymanie się w miejscu, zaprzeczenie statusu artysty. Moda jest zmienna, jest przede wszystkim poszukiwaniem. Im bardziej różnorodne klientki, tym lepiej, ponieważ one mnie inspirują.
Moda jest dla ciebie sztuką?
Oczywiście! Na studiach wahałam się, czy skupić się na sztuce czystej, czy też iść w kierunku mody. Wtedy zdefiniowałam sobie to pojęcie. Moda jest dla mnie sztuką, która pozwala być blisko ludzi, uszczęśliwić ich w sposób bezpośredni. Pozwala czerpać energię, a poprzez twórczość sama przekazuje ogromny ładunek energetyczny.
Alexander McQueen powiedział, że moda i sztuka to dwie różne rzeczy. Pierwsza jest komercyjna, a druga estetyczna. Ale przecież wiadomo, że moda to nie tylko komercja, a sztuka to nie tylko estetyka.
McQueen słynie z tego, że lubi być kontrowersyjny. Nie zgodzę się na to rozdzielenie. Projektując nigdy nie nastawiałam się, że muszę to sprzedać. Moda nie jest dla mnie ani czystą komercją, ani czystą sztuką. Jest poza tymi kategoriami.
Modę i sztukę na pewno łączy pojęcie piękna. Czym dla ciebie jest piękno?
Jest takie powiedzenie Coco Chanel: „nie ma kobiety, nie ma sukienki". Nie wiążę piękna z uniwersalnymi kanonami. Moje ubrania powinny być ramą dla urody kobiet. Zapewniam, że nie sztuką jest zrobić piękną kieckę! Fascynuje mnie, jak strój ożywa na człowieku. To jest właśnie piękno, moim zdaniem. To także harmonia. Jestem całkowicie przekonana, że moda może być kluczem do jej osiągnięcia.
Sądzisz, że twoje stroje pomagają kobietom odnaleźć harmonię?
Gwiazdy są bardzo świadome siebie, mają obraną drogę wizerunkową i zazwyczaj wiedzą, czego chcą. Są też klientki, którym wykonuję pełną stylizację: mówię im o ich kolorach, fasonach, daję im próbniki. Nie sądziłam, że efekty mogą być aż tak widoczne i rzeczywiste. Miałam kiedyś klientkę mocno po pięćdziesiątce, która chodziła ze ściągniętymi włosami i w rozciągniętych spodniach, a teraz nosi etole, sukienki i wygląda wspaniale.
Są różne typy kobiecości. Męski look także może być kobiecy.
Tak, kobiecość nie może być identyfikowana z falbankami. Mnie bardzo denerwują takie stereotypy, to jest bardzo powierzchowne spojrzenie.
A jednak twoje propozycje to bardzo klasyczne i tradycyjne sukienki.
Nie bez powodu w takich rzeczach najlepiej wyglądamy. Moim zadaniem nie jest tworzenie awangardowych rzeczy, ale stwarzanie poczucia piękna u kobiet. Na rynku brakuje tradycyjnych sukienek: nie ma ich ani w masowych sklepach ani na wyższych półkach. A właśnie na to jest zapotrzebowanie. Poza tym, podczas projektowania to właśnie klientka jest na pierwszym miejscu i ona decyduje o wyglądzie sukni.
W tym roku kończysz 30 lat. Już teraz twój dorobek jest imponujący.
Moja pierwsza okładka „Elle" została opublikowana, gdy byłam na II roku studiów. Kiedy pada pytanie: „jak to się stało", to mam jedną odpowiedź: praca, praca, praca. Tę sukienkę z okładki szyłam sama na maszynie, nocami w domu. Krawcową mam zresztą dopiero od paru lat. Jeżeli ktoś szuka łatwej recepty, to jej po prostu nie ma. Sukces to poświęcenie wszystkiego. W momencie ukończenia absolutorium, jeszcze przed obroną pracy magisterskiej, już zakładałam atelier w Warszawie. Wiem, kim jestem, mam poczucie swojej wartości. Jestem spełniona na każdej płaszczyźnie: zawodowej, twórczej, jako mama i żona.
Od początku poprowadziłaś swoją karierę bardzo konsekwentnie i w bardzo świadomy sposób.
To nie było świadome! Ostatnim słowem, które mogłoby mnie zdefiniować to „plan". Los rozminął się ze mną w sposób dramatyczny. Żyję z dnia na dzień. Robię to, co kocham i wszystko się kręci, bo ja w to wierzę. Gdy zaczynałam projektować, nigdy nie zastanawiałam się, czy mi się coś opłaca, czy mi się to sprzeda, czy mnie stać na tkaniny, bo wtedy nie było mnie na nie stać! To wszystko przyszło samo.
Gwiazdy też same przyszły?
Każda.
Teraz jest epoka PR-u.
Żadna z moich gwiazd nie została przeze mnie zaproszona. Ja jestem bardzo nieśmiałą osobą, nawet bym nie wiedziała, jak to zrobić.
Gdy projektant mówi, że żyje z dnia na dzień, to chyba trochę kokietuje. Owszem moda jest efemeryczna, ale przecież musisz także przewidywać trendy z wyprzedzeniem, a więc planować.
U mnie to jest intuicyjne. Owszem, analizuję trendy, opracowuję je, ale po to, by wiedzieć. Klientki często o to pytają, poza tym piszę na ten temat artykuły. Nigdy jednak nie kalkuluję na zimno. Od samego początku projektowanie było dla mnie intuicją, która się z czasem pogłębia, jest wspomagana doświadczeniem i świadomością stylu. Przecież kiedy zaczynałam pracować, nie było w ogóle dostępu do trendów!
W tym wydaniu „Moda.com.pl" dyrektor nowych targów w Paryżu mówi o tym, że nie ma nowego pokolenia twórczych kreatorów. Zgadzasz się z tym? Moda jest w tej chwili pełna cytatów. Nie są to cytaty dosłowne, dużą sztuką jest przecież umiejętność czerpania z wcześniejszego dorobku. Fascynujące jest osadzanie elementów z przeszłości w kontekście chwili obecnej - to określa także moją kolekcję inspirowaną dwudziestoleciem. Nadajemy nowe życie temu, co jest stare. Eklektyzm jest znakiem naszych czasów i to mi bardzo odpowiada.




Natalia Wrzesień
3 marca 2009, godz. 13:30
Wypowiedzi są prywatnymi opiniami użytkowników. |