|
Ślub |
Futra |
Skóry |
Buty |
Uroda |
WEDDING | FURS | LEATHER | SHOES | BEAUTY | |
| Bielizna |
Dżins |
Textil |
Sklep |
Akademia
| UNDERWEAR | JEANS | MEMBERS | KSIĄŻKI | KURSY |
| textil.com.pl | Trendy | Pokazy | Nowe technologie | Ludzie branży | Targi | Rynek | Artykuły - Publikacje |
Anna Jatczak
Moda to biznes

Jak wyglądały Pani początki jako projektantki?
Zaczęłam pracę od projektowania dla kobiet. Potem dostałam propozycję projektowania dla Intermody. To była bardzo duża odpowiedzialność: powierzono mi pracę nad całą kolekcją, a ja przecież nie miałam wówczas osiągnięć na rynku konfekcji męskiej. W modzie męskiej nie pracuje się tanimi efektami, tu trzeba mieć wiedzę i umiejętność jej zastosowania. Moda męska nie ma w sobie tyle ekspresji co damska, efekty scala się do środka, detal nie może być afiszowany. Tą konfekcją zajmują się nieliczni, wyselekcjonowani projektanci, którzy mają wyczucie detalu i minimalizmu. Forma wymaga dyscypliny. Projektując odzież męską trzeba być bardzo surowym sędzią dla siebie. 


Która kolekcja jest dla Pani najważniejsza?
Każda. Przy każdej kolekcji muszę uzupełniać swoją wiedzę, w każdej chcę przekazać coś innego. Nie ma się co oszukiwać: projektant funkcjonuje, kiedy jego kolekcje się sprzedają. Moda to biznes.
Brutalne słowa. Co miało największy wpływ na takie spojrzenie na modę?
To jest rzeczywiście brutalne spojrzenie, ale tak to wygląda. Moda to bardzo uporządkowany i okrutny świat. Owszem, są kreacje, które funkcjonują w kategorii sztuki, ale nadal istnieją podręczniki projektowania mówiące, jakie warunki trzeba spełnić, żeby kolekcja funkcjonowała na rynku. Dużą rolę w powodzeniu kolekcji ma także marketing.
Na przestrzeni 15 lat pracy obserwuje pani zmiany w modzie męskiej. W jaki sposób określiłaby pani styl współczesnego mężczyzny? Co zmienił w swoim wyglądzie w ciągu tych lat?
Mężczyzna niewiele się zmienił. Nadal ma takie same potrzeby. Większa ilość mężczyzn natomiast uświadomiła sobie potrzebę dobrego wyglądu. To widać w przeprowadzanych badaniach, które wykazały, że konfekcja męska stanowi obecnie 1/3 światowej sprzedaży odzieży i cały czas ma tendencję wzrostową. A jak on wygląda? Cóż, w tej sferze jest jeszcze dużo pracy... Moda na polskim rynku bardzo wolno się zakorzenia. Jest co prawda grupa mężczyzn szybko wyłapujących nowinki, ale większość podchodzi do nich zbyt zachowawczo. Wynika to między innymi ze zbyt ubogiej oferty na polskim rynku oraz z tego, że media prezentują często tylko ekstremalne przykłady: ubrania o bardzo dużej ekspresji albo miałkie propozycje. Mężczyznom brakuje wiedzy o dobrym wyglądzie i źródeł tych informacji. Niestety również przyzwolenie społeczne na niektóre rozwiązania nie jest u nas duże.
Czy mężczyźni, którzy idą na zakupy, kompletują swoją garderobę, wiedzą, czego szukają?
Nie potrafią tego zwerbalizować. Najlepiej ilustruje to moja praca z indywidualnym klientem. Z reguły najpierw jest nastawiony „na nie" na wszystkie propozycje, ale gdy otrzymuje dobry pakiet, to nabiera umiejętności wybrania z oferty rynkowej elementów swojej garderoby. Mężczyzna na zakupach po wejściu do sklepu musi od razu dostać to, czego chce. Jego wygląd zależy więc nie tylko od niego samego, ale również od osoby, która będzie jego doradcą. Z reguły jest to kobieta, a to niedobrze, ponieważ nie zawsze ma ona dobre wyczucie stylu i charakteru ubieranego mężczyzny. Poza tym, mężczyzna w przeciwieństwie do kobiety stawia na komfort.
Czy w takim razie kobieta może zaprojektować garnitur lepiej od mężczyzny?
I mężczyzna i kobieta może zaproponować dobry garnitur. Płeć nie ma znaczenia, bardziej liczą się umiejętności, czyli wiedza i doświadczenie.
Ostatnio wizerunek mężczyzny uległ zmianie, odchodzi się od „męskiego" looku na rzecz np. metroseksualnego. Czy Pani zdaniem moda męska podlega zniewieścieniu?
Nie podlega i nie będzie podlegać. Owszem, mężczyzna może chodzić z torbą, ale nigdy z torebką! Każdy element damskiej garderoby będzie miał męskie wydanie. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że w modzie funkcjonuje wizerunek mężczyzny metroseksualnego. Część kolekcji jest poddawana stylizacji, która sugeruje takiego odbiorcę, ale jest jeszcze cała grupa konfekcji, która w dalszym ciągu pokazuje męski wizerunek. Mężczyzna musi wyglądać po męsku, nie znaczy to jednak, że jego ubiór ma być sformalizowany.
Projektuje Pani odzież damską i męską. Czy Pani doświadczenia z projektowaniem jednej konfekcji mają wpływ na projekty drugiej lub odwrotnie?
W projektowaniu cenię przede wszystkim czystość formy, lubię pracować z tkaniną. Lubię rzeczy, które są ukryte w ubraniu, nie lubię nachalnego wzornictwa. Lubię, gdy ubranie intryguje. Cenię projektantów, którzy proponują takie rozwiązania, np. Valentino - w jego kolekcjach zawarte jest wszystko jak w kapsule, lub Marite i Francois Girbaud - ich niesamowite rozwiązania konstrukcyjne.
Mówi się obecnie o szybkiej modzie, braku nowości w kreacji, globalizacji trendów oraz ich ujednoliceniu. Czy Pani zdaniem brakuje w modzie świeżej kreatywności?
Trendy są globalne. Powstały wraz z masową produkcją i mają powodować większą sprzedaż. Powtarzam: moda to jest bezlitosny biznes. Masowe, globalne trendy prowadzą do jej zunifikowania, co powoduje, że rośnie grono przeciwników opracowywania tendencji. To nic nie zmienia w samej modzie, która nadal jest aktywna i zmienna. Unifikacja jest zaprzeczeniem mody i ludzkich potrzeb, jest również przyczyną ostatniego zapotrzebowania na indywidualnych doradców przy zakupach. Ludzie czują się zagubieni w ilości trendów i szybkości zachodzących zmian. Tendencje wymagają indywidualnego podejścia, bo inaczej mamy rynek mundurów. Ujednolicenie tendencji nie jest dobre ani dla marek ani dla klienta. Jedynym powodem, dla którego wówczas decydujemy się na zakup, staje się przyzwyczajenie do danej marki, czyli aspekt lojalnościowy, albo cena. Od około 5 lat moda nieustannie stawia na indywidualność i kreatywność i to nie powinno tyczyć jedynie projektanta, ale również klienta.
Czy w Polsce jest bogata oferta stawiająca na indywidualność i kreatywność?
W Polsce mamy trudną sytuację, bo nie ma marek, które trzymałyby kolekcje w ryzach indywidualności. Nie ma kolekcji identyfikowanych na rynku dzięki odrębnemu wzornictwu. Wiele firm rezygnuje z osoby projektanta: dostęp do informacji jest duży, istnieją profesjonalne programy, które rozrysowują poszczególne modele. Dobrym przykładem kreatywnej marki jest dla mnie Simple - oferta zachowuje czytelność, jest skierowana do wyodrębnionej klientki o określonym stylu.
Co jest przyczyną braku indywidualności w kolekcjach dostępnych na polskim rynku?
Mamy słaby rynek! Firmy chcą przede wszystkim sprzedać kolekcje, więc stawiają na ujednolicenie, nawiązanie do konkurencji. Nie ma w Polsce silnych firm, które inwestowałyby w odrębne wzornictwo, wybrały target, zbadały go, zaproponowały mu kolekcje i ją wypromowały. Zbadanie potrzeby to jedno, ale przecież tę potrzebę trzeba również klientom uświadomić. Funkcjonuje określenie, że na temat gustów się nie dyskutuje. Owszem, ale można je kształtować! Projektant może tego dokonać, jednak w pojedynkę nic nie zdziała. Rola mediów jest bardzo silna w tym zakresie: niektórzy producenci przenoszą do oferty stroje z komercyjnych seriali, ponieważ klienci myślą, że styl ubierania pokazywany w serialu jest godny naśladowania, mimo że wszyscy wiemy, że to jest kostium sceniczny, określający bohaterów jako przedstawicieli określonych grup społecznych. Społeczeństwo lubi łatwe rozwiązania. Poza tym, jako chyba jedyne społeczeństwo nie znamy naszego dorobku w dziedzinie mody. Dzisiaj mało kto pamięta nazwiska takie jak: Hase, Hoff, Ignar, mało kto zna działalność Antkowiaka. Archiwum mody polskiej w ogóle nie istnieje.
Z czego wynika Pani zdaniem ten brak wiedzy i źródeł informacji o modzie? Są przecież ośrodki takie jak muzea czy biblioteki, gromadzące informacje o ubiorze.
Nie mamy tradycji w dziedzinie mody, ponieważ odcinamy się od przeszłości. Na przykład Moda Polska miała bardzo duży wpływ na kształtowanie estetyki określonej grupy społecznej i należałoby wiedzieć, na czym to polegało. Historia powinna być przyczynkiem dla pokolenia nowych projektantów, bo przecież naród, który nie zna swoich korzeni, nie wybuduje niczego nowego. Mamy mało różnorodnych nośników informacji do wyboru. W mediach słyszę pojęcia, które są źle używane. To jest naganne! Wśród wielu ludzi funkcjonują potem niczym nie poparte mity na temat ubioru! Któregoś razu zrobiliśmy kolekcję krawatów. Analizowanie koloryzacji, wzorów, materiałów było bardzo czasochłonne. I potem się okazało, że sprzedawały się tylko czerwone krawaty. Wie Pani dlaczego? Bo się kojarzyły z władzą!
Myślała Pani o otwarciu butiku pod własnym nazwiskiem?
Mnie kręci działanie w przemyśle! Dobrze się czuję projektując duże kolekcje robione na dużą skalę. Oczekuje się ode mnie nie tylko wiedzy o modzie, ale również o ekonomii. Z projektowania ładnych sukienek w ilości 3-4 sztuk, sprzedawanych w jednym butiku nic dla mnie nie wynika. To właśnie szeroka, profesjonalna skala powoduje, że projektant się spełnia zawodowo. Powstaje jeszcze pytanie: czy dobry projektant to ten, który sprzedaje miliony na bazarze, ten, który sprzedaje tysiące, ale w sklepach, czy też ten, który robi unikatowe sukienki? Rolą projektanta jest ubierać. Wielki projektant jest marką samą w sobie, a o jego wielkości decyduje to, że jego ubrania noszone są na całym świecie.
Jest Pani laureatką wielu nagród i wyróżnień, a jednocześnie jurorką w licznych konkursach modowych. Czy jest nagroda, na którą projektanci specjalnie czekają?
Najważniejsze jest samo przystąpienie do konkursu. Można się zastanawiać, które konkursy są bardziej prestiżowe, ale nie sądzę, żeby to miało sens. Jeśli ktoś jest wartościowy, to nie ma znaczenia, w którym konkursie bierze udział. Osoby, które nie są nagradzane na konkursach, często świetnie funkcjonują na rynku zawodowym, ale nagroda daje satysfakcję.
Co Pani radzi młodym projektantom?
Robić swoje. Trzeba mieć pasję, talent i odrobinę szczęścia, jak w każdym zawodzie.
Rozmawiała: Natalia Wrzesień
15 czerwca 2009, godz. 16:34
Wypowiedzi są prywatnymi opiniami użytkowników. |