|
Ślub |
Futra |
Skóry |
Buty |
Uroda |
WEDDING | FURS | LEATHER | SHOES | BEAUTY | |
| Bielizna |
Dżins |
Textil |
Sklep |
Akademia
| UNDERWEAR | JEANS | MEMBERS | KSIĄŻKI | KURSY |
| textil.com.pl | Trendy | Pokazy | Nowe technologie | Ludzie branży | Targi | Rynek | Artykuły - Publikacje |
Zosia Sobolewska
Sportowe haute couture

Zosia Sobolewska - właścicielka i współprojektantka marki Jilt, która zadebiutowała podczas ubiegłej edycji targów ispo. Jilt (po angielsku: kokietka, uwodzicielka) to kolekcja profesjonalnej i ekstrawaganckiej odzieży narciarskiej, inspirowanej kobiecym strojem narciarskim z lat 20.
Studiując architekturę, wiedziałaś, że będziesz projektowała... ubrania?
Nie. Byłam w stu procentach pewna, że architektura jest sensem mojego życia. Wyjechałam do Wiednia, gdzie studiowałam pod kierunkiem realizatorów współczesnej wizjonerskiej architektury: Wolf Prix (pracownia Coop Himmelb(l)au), Zaha Hadid, Greg Lynn. Oni pokazali mi, jak naprawdę wygląda proces twórczy. Po powrocie do Krakowa bardzo się rozczarowałam... Trudno na tym polu realizować wizjonerskie projekty. Wielcy architekci zyskują sławę, gdy dochodzą do 50-tki i właśnie wtedy realizują projekty, które mieli w głowie od 30 lat. Wcześniej człowiek nie ma w tej dziedzinie takich możliwości realizacji: nie ma pozycji, pieniędzy, inwestorów.





Wybrałaś modę, dlatego że w tej dziedzinie szybciej i łatwiej realizuje się wizjonerskie pomysły?
O dziwo, zaraziłam się modą w Wiedniu. Piętro wyżej nad pracownią architektoniczną była pracownia projektowania ubioru profesor Veronique Branquinho. Przesiadywałam nad własnymi projektami do późna, a studentom projektowania ubiorów, którzy pracowali równie długo, brakowało modelki, na której mogliby drapować stroje. Przechodziłam więc piętro wyżej i obserwowałam pracę projektanta „od kuchni". Uderzyło mnie wtedy rzeźbiarskie podejście do mody. Zachwyciłam się też jedną z kolekcji Alexandra McQueena. Strasznie chciałam robić takie modele w architekturze. Ale potem architektura wydała mi się taka... płytka.
Powszechnie panuje przekonanie, że to moda jest płytka, nie architektura.
W modzie nie odebrałam jeszcze swojej lekcji pokory, w architekturze mam ją za sobą. Architektura jest różna, bardzo rzadko powstają obiekty wartościowe. Zazwyczaj zależy to od inwestora, decydują warunki ekonomiczne, warunki zabudowy... Moda jest bardziej komercyjna, ale mniej zależna od pieniądza, ponieważ wymaga mniejszych funduszy. Można powiedzieć, że moda i architektura to dwie podobne dziedziny, z tym że działające w innej skali i w innych materiałach (śmiech). Jilt wcale nie oznacza rezygnacji z architektury. Jest cudownym oddechem, nowo odkrytą pasją, która potwierdza potrzebę tworzenia rzeczy nieszablonowych.
Czy narciarki kierują się modą, przy wyborze stroju na stok?
Tak, narciarki są nawet bardziej „modowe" niż snowboardzistki, ale to snowboardzistki są bardziej ekstrawaganckie i chętniej eksperymentują z ubiorem. Pamiętam pokaz zawodników, którzy jechali ubrani w garniturach codziennych. Były to artystyczne, ekstrawaganckie stroje, które mnie zainspirowały. Pomyślałam: „Dlaczego nie można jeździć w czymś, co nadaje się na wybieg lub na spotkanie w kawiarni? Czemu nie odszyć tego z materiałów sportowych?". Adresatem kolekcji Jilt jest kobieta, która lubi kokietować, przyciągać uwagę, ale ma też w sobie artystyczną duszę.
A co z narciarkami, które nie mają dużych umiejętności i nie chcą koncentrować na sobie spojrzeń, ale chcą pięknie wyglądać?
Na tym etapie, gdy kolekcja nie jest jeszcze znana, lepiej by było gdyby w Jilt jeździły narciarki o wysokich umiejętnościach. Czasem wydaje mi się, że kolekcja jest zbyt ekstrawagancka, by dostrzec w niej odzież sportową. Jeśli narciarka jest początkująca, na pewno nie chce skupiać na sobie wielu spojrzeń, a to akurat gwarantuje Jilt.
Chcesz wykreować pewien styl narciarstwa?
Po prostu chciałabym, żeby dziewczyny nie bały się ekstrawagancji i zabawy. Lindsey Vonn i Julia Mancuso to amerykańskie narciarki alpejskie. Lindsey jest zdobywczynią tegorocznego Pucharu Świata, Julia mistrzyni olimpijską z Turynu w slalomie gigancie. To są dziewczyny, które swoimi umiejętnościami pokazują najwyższą klasę i mają poczucie humoru. Na początku sezonu Julia dostała od swojego trenera zabawny prezent - koronę, która miała podkreślić, iż jest królową gór. Talizman przynoszący szczęście był także ekspresją radości, bo Julia jeździła w tiarze slalomy. Z jednej strony: koncentracja, powaga i profesjonalizm, a z drugiej element zabawy. Dopiero przepisy dotyczące slalomu giganta odsunęły tiarę na bok. Amerykanki można też było zobaczyć z przyczepionymi do kasków uszkami misia. Spodobało mi się to. Dziewczyny są wspaniałe, ciężko pracują na swoje sukcesy, ale pokazują jednocześnie jak wiele radości i frajdy przynosi im narciarstwo.
Połączenie sportu i mody wydaje się prostym pomysłem, a jednak w ofercie dominują kolekcje typowo sportowe. Moda nie sprzedaje się na stoku?
Moda coraz bardziej wkracza do sportu. Wciąż jednak kolekcje pozostają sportowe, z nutką mody. Chyba najlepszym przykładem jest Rossignol, który przygotowuje kolekcje przy współpracy ze znanymi projektantami. Są to Emilio Pucci i Jean-Charles de Castelebajac. Ale to jest nadal odzież sportowa, która ma wciąż ten sam narciarski krój. Jilt natomiast to propozycja typowo modowa, jest odszyta z tkanin sportowych, przy założeniach funkcjonalnych.
Skąd masz taką dużą wiedzę o narciarstwie?
To jest moja pasja od wielu lat. Zaczęłam jeździć bardzo wcześniez moim tatą, później miałam krótki epizod w klubie narciarskim, później przez wiele sezonów pracowałam jako instruktor. Brałam też udział w testach narciarskich. Narciarstwo jest nieodłącznym elementem mojej rodziny: moja babcia była w kadrze narodowej, zresztą do dzisiaj jeździmy razem na nartach. Jestem też bardzo dumna z mojego wujka, który zbudował pierwszy wyciąg w Nowym Targu. Wtedy jeszcze nie było ratraków, więc po kilku rundkach robiono przerwę i narciarze musieli sami ubijać stok...
W jaki sposób promujecie markę? Jilt mocno zadebiutował na ispo. Jak rozumiem, to tylko część strategii marketingowej.
Odważnie wylądowaliśmy od razu w Monachium, ponieważ nie chciałam wolno rozwijać marki opartej na dobrym pomyśle. Bałam się, że zostanie podłapany przez firmę o silnej pozycji. Nasze stoisko miało zwrócić uwagę poprzez architekturę, a więc to było moje pole do popisu. Cel został osiągnięty. Zostaliśmy zaproszeni na sesję fotograficzną przez niemiecki SkiMagazin do St. Moritz. Niedawno mieliśmy też nietypowy pokaz w Zakopanem. Podczas zawodów na starym sprzęcie, modelki-narciarki zjeżdżały na wytyczonej trasie. Są kolejne pomysły. Latem będziemy uczestniczyć w kilku nagłośnionych medialnie imprezach.
Kolekcja kierowana jest przede wszystkim na rynek zagraniczny. Dlaczego? Czy nie sądzisz, że w Polsce dużo łatwiej jest wypromować tak nowatorską kolekcję?
Faktycznie w Polsce (czyli „u siebie") dużo łatwiej jest wypromować markę, jednak zagranicą będzie ją łatwiej sprzedać. To jest kwestia odwagi klientek, ich portfela, a nawet konkretnego stylu ubierania się na narty. Nawet ogólnoświatowe marki nie wprowadzają do Polski wszystkich kolekcji. Poza tym, w kolekcji Jilt dominują „softshelle", czyli lżejsze tkaniny z laminowanym polarem od spodu. To są chłodniejsze materiały, które wymagają dobrych warunków pogodowych.
W jaki sposób planujesz sprzedaż kolekcji?
Kolekcja jest niszowa, więc nie może się znaleźć w dużych sklepach sportowych. W Europie trafi do małych butików w konkretnych kurortach narciarskich. W Polsce będzie podobnie, czyli: kurort narciarski, zapewne Zakopane. Chciałabym, żeby kolekcja trafiła też na rynki wschodnie, głównie do Rosji i Ukrainy, gdzie błyskawicznie rozwijają się ekskluzywne kurorty narciarskie.
Kolekcja jest wykonana z materiałów najlepszych europejskich producentów, ma świetny design. Marka zadebiutowała z rozmachem na największych targach sportowych w Europie. Gdzie tu niszowość, o której mówisz?
Nisza oznacza dla mnie unikatowość i niełatwy dostęp do produktu. Jeśli kolekcja trafi do sklepów w tym roku, to na zasadzie eksperymentu. Jest oryginalna i ryzykowna, może się zdarzyć, że nikt nie zamówi konkretnych ilości produkcyjnych. Właściciele sklepów muszą poznać reakcje na ten produkt. Może się okazać np., że kobiety są jednak bardziej zachowawcze i będą wolały futra, a nie Jilt. Może się też okazać, że pomijamy w grupie docelowej dziewczyny, które mają odwagę ubrać się ekstrawagancko, ale ich na to nie stać.
Czy sądzisz, że w kryzysie ludzie będą chcieli kupować luksus i ekstrawagancję?
Mam nadzieję! (śmiech) Jilt to kolekcja luksusowa, ponieważ oprócz ekstrawaganckiego projektu, jest wykonana z bardzo drogich tkanin. W tej chwili Jilt jest w trakcie tzw. roku zerowego swojej działalności. Marka próbuje zaistnieć medialnie. Mam nadzieję, że kryzys skończy się w samą porę (śmiech).
Rozmawiała: Natalia Wrzesień
14 lipca 2009, godz. 16:38
|
Wypowiedzi są prywatnymi opiniami użytkowników. |